Szanowny Panie Ministrze! Nauczyciele polskich szkół nieustannie dokształcają się, uczestniczą w różnorodnych formach doskonalenia,
Szanowny Panie Ministrze! Nauczyciele polskich szkół nieustannie dokształcają się, uczestniczą w różnorodnych formach doskonalenia, kończą kursy kwalifikacyjne, studia podyplomowe. Wśród nich jest bardzo wielu posiadających wysokie kwalifikacje, czyli takich, którzy ukończyli kilka kierunków studiów wyższych, do nauczania dwóch i trzech przedmiotów. Koszt doskonalenia nauczycieli jest duży. Część środków pochodzi z ich własnej kieszeni, a część ze środków finansowych z budżetu państwa. W związku z niżem demograficznym nauczyciele zmuszeni są do nieustającego zdobywania dodatkowych kwalifikacji, nawet do kilku przedmiotów, permanentnie kształcą się, a mimo uzyskania najwyższego stopnia awansu i posiadania wysokich kwalifikacji, dostają pensję nauczyciela stażysty, ucząc innego przedmiotu niż przedmiot (uzupełniający etat), do którego mają przygotowanie podstawowe (ukończone studia), tak jakby dopiero zaczynali pracę.
Zgłosiła się do nas nauczycielka kształcenia zintegrowanego, która w roku 2002 ukończyła 1,5-roczne (648 godzin) podyplomowe studia Zintegrowanej Edukacji Dwujęzycznej - język niemiecki. Były to studia grantowe opłacane przez MEN, zakończone egzaminem obejmującym: egzamin z praktycznej znajomości języka, opracowanie i omówienie tygodniowego scenariusza zintegrowanego kształcenia dwujęzycznego oraz opracowanie i omówienie konspektów lekcji języka niemieckiego na etapie wczesnoszkolnym. Zgodnie z zapowiedzią miały one dać nauczycielom kwalifikacje do nauczania języka niemieckiego w przedszkolach i klasach młodszych szkoły podstawowej. Wspomniana nauczycielka pracowała, ucząc także języka niemieckiego przez pięć lat. Po pięciu latach zgodnie z rozporządzeniem MEN o kwalifikacjach nauczycieli dowiedziała się, że nie może już uczyć języka niemieckiego w klasach I-III szkoły podstawowej. Czuła się oszukana i rozczarowana.
Czyżby zapomniano, że wydano ogromną kwotę pieniędzy państwowych na wykształcenie pod okiem fachowców grupy ludzi do nauczania języków w klasach młodszych? W takim razie jaki cel miały tamte studia? Jakie korzyści ma państwo z tak wydanych pieniędzy? Jaki sens miały studia dla ich uczestników oprócz ogromnego wysiłku czasowego i finansowego (dojazdy w weekendy, koszty dojazdów, noclegów, podręczników, opłaty dodatkowej za każdy semestr)?
Czy pan minister edukacji narodowej zna skalę problemu? Ilu jeszcze nauczycieli w Polsce ukończyło tego rodzaju studia podyplomowe? Czy wprowadzając rozporządzenie, rozpoznano skalę zjawiska? Czy nie należałoby nauczycielom, którzy ukończyli tego rodzaju studia podyplomowe przed wprowadzeniem rozporządzenia, umożliwić dalszą pracę z językiem obcym w nauczaniu zintegrowanym pod warunkiem, że powinni otrzymać certyfikaty językowe w przeciągu określonego okresu czasu? Czy nie należałoby wziąć tego pod uwagę, szczególnie w sytuacji, kiedy brakuje w szkołach tylu nauczycieli języków obcych?!
Z wyrazami szacunku
Poseł Ewa Wolak
Wrocław, dnia 28 marca 2007 r.